Hakuna Matata

Dobry kamień. Dobry książę- czesc II

29th listopad 2007

Dobry kamień. Dobry książę- czesc II

posted in * TWÓRCZOŚĆ - Bajki |

Przychodzili z całymi rodzinami, były tam dzieci, ale to nie były wiejskie normalne dzieci. Jakieś inne i tak śmiesznie ubrane. Jedynym normalnym dzieckiem była mała sierotka Antosia, która stała przed drzwiami prosząc o jałmużnę. Dobry książę cieszył się, że umieszczono go naprzeciw drzwi. Mógł patrzeć na jej piękną buzię, ubogą sukienkę, taką właśnie jaką nosiły wiejskie dzieci. Ale trwał to bardzo krótko, ktoś przegnał biedną dziewczynkę, bo nie pasowała do bogatej wystawy i przeszkadzała możnym ludziom w zwiedzaniu.

Któregoś dnia jednak przyszła. Gdy odeszli wszyscy goście, sprzątaczka wpuściła ją do środka, pozwoliła zagrzać się przy piecu i dała jej jeść. Ucieszył się nasz dobry książę. Chętnie uściskałby dobrą kobietę, ale przecież był kamiennym posągiem stojącym nieruchomo pośrodku wielkiej sali. Sierotka przychodziła codziennie. Czekała cierpliwie aż odejdą ostatni zwiedzający i cichutko wchodziła do środka. Kilka razy spojrzała na dobrego księcia. Spojrzała takim wzrokiem jak góralskie dzieci, nawet uśmiechnęła się do niego. Poczuł się bardzo, bardzo szczęśliwy i radosny.

Tego dnia deszcz padał cały dzień. Nie było chętnych do zwiedzania. Książę stał samotny i smutny. Sprzątaczka patrzyła kilkakrotnie w drzwi, ale dzisiaj sierotka nie przyszła. Książę spoglądał w dał, chętnie jak za dawnych lat rozpłakałby się, ale nie było w pobliżu jego chmurki, stał wyprostowany z wyciągniętą dłonią. Nagle drzwi się otworzyły i wbiegła nasza dziewczynka.

Podartą i pobrudzoną błotem miała sukienkę, potargane włoski. Jakiś panicz, dla zabawy poszczuł ją psem. Pokazywała zakrwawioną nóżkę. Sprzątaczka wniosła wielką miskę. Nalała wody. Książę skromnie spuścił oczy. Po chwili dziewczynka obmyta z przewiązaną nóżką grzała się przy piecu dygocąc ciągle z zimna, a może ze strachu. Kobieta podeszła do dziecka, ucałowała czule, okryła starym kocem i wyszła zamykając drzwi. Sierotka dygotała nadal, tym bardziej, że piec wystygł, a jej było zimno i… bardzo się bała.

Chmurka, która nocą odwiedzała księcia zbliżyła się do okna. Odsłoniła wielki pyzaty księżyc, który rozświetlił ogromną salę. Dziecko poczuło się lepiej. Patrzyło wielkimi oczkami i nagłe ujrzało ogromnego konia, który galopował prosto w jej kierunku. Książę chciał jej powiedzieć, że to tylko martwy posąg, ale przecież też był kamiennym posągiem, więc stał tylko patrząc ze współczuciem. Dziewczynka podeszła do drzwi, by znaleźć lepsze schronienie, lecz tu “zaatakował” ją wielki pies. Wyglądał jak straszny lew, który pręży się do skoku. Zamarła w bezruch otoczona złowrogimi potworami.

Nagle wzrok jej padł na dobrotliwą postać księcia, który wyciągał do niej rękę. Podeszła śpiesznie. Objęła go ramionami szukając pomocy. Zsunął się bandaż i kilka kropi krwi dotknęło zimnego posągu. Gdy objęła go rączkami i przytuliła się, wielkie jak grochy łzy potoczyły się i upadły prosto w serce kamiennego księcia. Ale on już nie był kamienny. Wzruszony jej cierpieniem, ożywiony jej łzami i krwią, poruszył się ujął jej maleńką rączkę i pocałował czule. Dzieci otworzyły okno i wyszły na zewnątrz. Uśmiechnął się stary księżyc, chmurka wstrzymała łzy, by nie zmoczyć dzieci, a gwiazdki wirowały radośnie w powietrzu.

Szli bardzo długo, nocowali w kopkach siana, pod strzechami domów. Szli w górę, minęli zakopane miasto, przeszli cicho obok wielkiego śpiącego rycerza, a gdy ujrzeli wielką dolinę w której kiedyś stał kościół, dolinę zwaną Kościeliską, książę wziął na ręce swoją królewnę i niósł tam, gdzie otoczyła ich gromadka roześmianych buziaków. Po chwili góry rozbrzmiewały radosnym śpiewem i wesołymi okrzykami rozbawionej gromadki dzieci.

Dobry książę Dzieci pasły owieczki i baranki, wymyślając, przy każdej okazji wesołe zabawy. Lecz, gdy zaczął prószyć śnieg, gdy wody pokryły się kryształami lodu, dzieci często przebywały w chatach i szałasach. Nasz dobry książę, chodził zamyślony, pochmurny i smutny. Któregoś dnia wziął za rączkę Antosię.
- Muszę wracać – wyszeptał.
- Dokąd? - spytała.
- Do mojego ojca.
- Ty nie masz ojca.
- Mój ojciec – profesor mnie wzywa, – powiedział poważnie.

Wielkie góry patrzyły zdziwione jak drobne dziecięce postaci powoli posuwały się ku wylotowi doliny. Szli drogą, czasami, ktoś życzliwy zaprosił ich do wozu, podał kromkę chleba. Po kilku tygodniach ujrzeli wielkie miasto. Idąc, za głosem serca doszli do wielkiego oszklonego budynku, który był pracownią pana profesora. Była ona zamknięta. Nigdzie śladu człowieka. Dzieci spojrzały po sobie zdziwione i smutne.
- Szukacie profesora – głos staruszki wydobywał się z za płotu. - Tak! Tak! – on tu pracował i mieszkał, ale wszystko się zmieniło. Mówią, że dał na wystawę wspaniały posąg. Posąg zginął. Posądzili go o kradzież. Macie tu bułkę, bo jesteście głodni i idźcie już. – staruszka niecierpliwie machnęła ręką.

Oni stali jeszcze dłuższy czas. Nie mieli bowiem dokąd iść. W końcu ruszyli przed siebie bez celu, by nie zamarznąć z zimna. Nadchodziła noc. Mróz szklił się ostrymi kryształami. Ludzie śpiesznie szli do swoich domów. Każdy człowiek chciał w wigilijny wieczór być ze swoimi, w gronie rodzinnym, przy ciepłym kominku.
Dzieci zatrzymały się przy wyniosłym domu. Jasną izbę rozświetlały płonące świece na ogromnej choince. Stół zastawiony był licznymi potrawami. Dzieci podeszły do drzwi. Zapukały. Opasły służący wielkim brzuchem odepchnął ich od progu.

- Uciekajcie stąd darmozjady. Uciekajcie szybko do domu – wrzeszczał.
Ale one nie miały domu, nie miały nawet dokąd uciekać. Lecz musiały to uczynić, widząc w jego ręku sękaty kij.
Chyba bardziej dokuczało im zimno niż głód. Dzieci dygocząc podeszły do innych drzwi. Z daleka bowiem ujrzały zastawiony licznymi potrawami wielki stół, a przy nim wole miejsce.
- Przyjdźcie innym razem, nie psujcie nam dzisiejszego wieczoru – głos, był ostry i groźny.
Dzieci odchodziły, ze spuszczonymi głowami.
- Nas jest dwoje, a miejsce było tylko jedno, więc może dlatego nas nie przyjęli – szepnął chłopiec. Ale przecież mogli przyjąć chociaż ciebie.

Kolejny dom otoczony był wysokim płotem. Dzieci zbliżyły się do bramki. Ogromny pies biegł w ich kierunku. Uciekały w popłochu. Antosia mocniej chwyciła rączkę chłopca i rozpłakała się w głos. Nie miała sił iść dalej, Kucnęła przy drzewie zalewając się gorzkimi łzami.

- Spójrz, tam w dali widać jakieś światło – książę ciągnął dziewczynkę w kierunku wielkiego ogrodu, gdzie piękny dom stroił się licznymi drzewami. Zasłony były odkryte. Ujrzeli starszą panią jak krzątała się w kuchni. Była samotna. Jednak dla kogoś przygotowywała wigilię. Wydawała im się starą znajomą. Dzieci weszły bez pukania. Kobieta uśmiechnęła się życzliwie. Przytuliła do siebie zmarznięte dzieci. Kilka łez popłynęło z jej oczu.

- Smutna nasza wigilia – szepnęła - bardzo smutna – Tam umiera mój pan – mówiąc to wskazała na ukryte za kotarą łoże. Dzieci zbliżyły się do starca. Miał zamknięte oczy, oddychał z trudem.
- Ludzkie oszczerstwa i pomówienia, sprawiły, że załamał się. Nie ma w nim życia. Posądzili go o kradzież. Mnie też posądzili, że otworzyłam złodziejowi okno.
Dzieci spojrzały po sobie, potem na kobietę i starca. Zrozumiały wszystko. Chory też otworzył oczy, uśmiechnął się do dzieci. Wyciągnął słabą dłoń. A potem zawirował świat w miłości, roztańczyły się gwiazdy, rodził się Bóg w kochających sercach.

Starsza pani krzątała się w kuchni. Dzieci układały naczynia. Chory pan powoli zajął miejsce za stołem. Pierwsza gwiazdka ze wstydem schowała się w konarach drzew, by po chwili rozbłysnąć pięknym blaskiem zwiastującym narodzenie się radości i szczęścia w kochających się połączonych miłością sercach.

Ks. Jan Szczepaniak (Brat Paweł)

Pomyśl:
a) Jakie ludzkie cechy i pragnienia miał kamień?
b) Od kogo uczył się dobroci i miłości?
c) Od kogo my uczymy się dobroci i miłości?
Od kogo możemy uczyć się zła?
d) Kamień został wyrzeźbiony dłutami.
Jak i przez co my jesteśmy “rzeźbieni”?
Kto jest naszym rzeźbiarzem?
e) Jaki mógł być dalszy los profesora i sprzątaczki?
f) Dlaczego ludzie nie przyjęli dzieci, chociaż było wolne miejsce przy stole?
g) Kiedy realizujemy tradycję Bożego Narodzenia

Leave a Reply