Hakuna Matata

Agnieszka Rakowska - Brazylia “Kolejna lekcja..”

1st luty 2008

Agnieszka Rakowska - Brazylia “Kolejna lekcja..”

posted in * LISTY MISJONARZY |

Salvador, 26-10-06

Dziękujemy wszystkim, którzy tak żywo reagują na nasze opisy. Cieszy nas że możemy sprawiać wam radość zwłaszcza przy okazji opisów z serii flora i fauna.

Obecnie pogoda się załamała i niemal od tygodnia pada deszcz. W końcu jest wiosna. Tylko niestety to nie działa dobrze na nasze samopoczucie. Chodzimy jak ćmy, senne i przybite, zwłaszcza lekcjami z języka. Od razu chce wyjaśnić wszystkim, którzy nie wiedzą, że do końca roku (do końca grudnia) będziemy w Salvadorze. Jeszcze nie pracujemy misyjnie ale intensywnie się do tego przygotowujemy przez kurs językowy. Ktoś może zapytać dlaczego, skoro przez niemal rok byłyśmy w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie? Portugalska wersja języka w Brazylii znacznie różni się od tej naszej europejskiej. Inne są zwroty, słowa, inny jest język mówiony od pisanego. Jest melodyjny i bardziej przyjemny dla ucha. Profesorka pomaga nam także troche zrozumieć mentalność Brazylijczyków.

W ubiegłą środe miałyśmy lekcję na mieście. Wtedy poznałysmy inne oblicze Salvadoru. To miasto zaskakuje. To co widziałyśmy to perelka tego miejsca jak i samej Brazylii. Piekne stare kościoły z czasow kolonizacji szczególnie piękna jest katedra i kościół, który jest pod opieką Franciszkanów; stare kamienice, w których nikt nie mieszka a są wynajete tylko na sklepy, bary lub restauracje. I tak jak w wielu miastach na całym świecie są to budynki piękne ale wiele z nich od dawna nie widziało remontu i z każdym dniem odchodzą w niepamieć. Podczas tej lekcji przeszłysmy test w sklepie papierniczym. Na poczatku nie zrozumialymy czego chce od nas profesorka. Myślałyśmy, że sama wejdzie do sklepu i kupi co chce. Tylko troche nas zdziwilo dlaczego tak dokladnie wymienia liste swoich zakupów. No tak, chciała byśmy to my doknały wyboru i zakupu. Oczywiście udało się, a pan który nas obsługiwał miał przy tym wiele zabawy. W ogole Salvador to miasto wielu kontrastów, wśród wieżowców stoją budynki i są ulice nędzy i biedoty, gdzie dom stoi niemal jeden na drugim. Jeden z księży mówił, że niekiedy trzeba przejść przez 5 innych mieszkań żeby dojść do siebie. Podobno także przy większych deszczach niektóre domy o słabszej konstrukcji spływają z góry wraz z wodą. Ale tym się nikt nie przejmuje. Oczywiście z wodą splywa cały syf, tak że po deszczu ulice wygladają jak wysypisko śmieci. Czasem jak chodzimy tymi ulicami na favelii, zastanawiam się jak ci ludzie mogą tak żyć, w takich warunkach? Bo Brazylijczycy to brudasy! Nie dbają o to co mają. To czego nie zamierzam się od nich nauczyć to wyrzucania śmieci tam gdzie po padnie, nawet przez okno co jest na porządku dziennym. Na favelach bywa bardzo brudno, można się przewrócić o śmieci. Na mieście sytuacja jest podobna, ale tu bardziej dbają o czystość i są osoby, które ten syf sprzątają. W myśleniu Brazylijczyków jest by pomagać tym, którzy ciężko pracują, dlatego nie dbają o porządek i pozbywają się śmieci na bieżąco wyrzucając je z rąk wprost na ulice, chodniki…

Na razie mało wychodzimy poza miejsce w którym mieszkamy, dlatego że jeszcze wciąż nie zbyt dobrze znajomy język, no i jesteśmy z innego kraju i bardzo rzucamy się w oczy. Mieszkamy też w nie najlepszej dzielnicy, bo to są favele. Ale żeby was nie przerazić - nie jest niebezpiecznie tylko trzeba na siebie uważać, gdyż Brazylijczycy są nieprzewidywalni.

W piątek miałyśmy miłą niespodziankę bo zadzwonił do nas kolega z kursu z Warszawy. Jest już w Brazylii od lipca w diecezji u biskupa Zielskiego. Rozmawial z nim o nas. Ksiadz biskup wyrazil wielkie zdziwienie dlaczego panie z Instytutu nie są u niego, skoro nasza pomoc bardzo by się tam przydała. Cała diecezja pracuje na materiałach oazowych w małych grupach. Kto wie, może kiedyś tam dotrzemy. Zachęcamy do modlitwy o rozeznanie powolania, może ktos odkryje weznanie do pracy w Brazylii wedlug charyzmatu Ruchu, skoro jest taka możliwość. Nasi księża są troche zaniepokojeni, ponieważ tuż przed naszym przyjazdem w diecezji zmienił się biskup. Oni się martwią, że może ich porozsyłać na inne parafie. Co do nas też nie wiadomo czy podzieli wole swojego poprzednika co do naszego przybycia i pracy.

W sobote natomiast zadzwoniła do nas Krynia. Też miła niespodzianka, usłyszeć tym razem głos z Polski.

Oglądamy sporo filmów w wersji portugalskiej zarówno z napisami jak i z podłożonym głosem. To też bardzo pomaga w nauce nowych słówek, a to czego nie daje się zrozumiec nadrabia obraz. Bardzo dobra rzecz te filmy. Na razie oglądamy co lepsze i bardziej znane, później jak już się wyczerpią te z lepszej półki sięgniemy do religijnych i mniej znanych.

W ten wtorek byliśmy na policji (jako pomoc i tlumacz był z nami ks. Jan). Dzieki Bogu niemal od razu załatwilismy wszystko. Pojechaliśmy z myślą by się dowiedzieć co jest nam potrzebne do zalegalizowania naszego pobytu w Brazylii. Jola pamietała, że dali nam wize na rok czasu. Stad potrzebny był tylko paszport i dwa zdjecia, co niestety zostało w domu. Musieliśmy po to wrócić. Ponieważ ja nie miałam zdjeć wiec zrobilam je na policji. Wyszły tak sobie, bardzo prześwietlone a w tych nowych okularach na oczy pada cień i wyglądam jakbym dostała krążkiem hokejowym – czytaj karaluchem:) Na miejscu zrobiłyśmy też xero dwóch stron z paszportu. Potem poszłyśmy do tajnego pomieszczenia i wzieli nam odciski palców.

Żeby nie zapmnieć o najważniejszym – zwierzatka. Nie wiemy czy to wynik deszczu ale jest ich teraz mniej. I na razie nie dochodzi do tak częstych bliskich spotkań trzeciego stopnia jak to mialo miejsce wcześniej. Ale bywają i piękne obrazy jak choćby motyle – borboletas. Są olbrzymie. I bardzo kolorowe (żeby was rozbawić to wersja jaką widziałyśmy była dwukolorowa: czarno-żółta).

Pozdrawiamy was deszczowo i pochmurnie. Prosimy byście modlili się o przeniesienie tego deszczu do Umburanas bo tam opady są mizerne, a ludzie często piją słoną wode.

Do kolejnego razu. Agnieszka i Jola

prosze nie uzywajcie polskich znakow w wiadomosci

Leave a Reply