Agnieszka Rakowska - Brazylia “Kolejne wrażenia”
posted in * LISTY MISJONARZY |Salvador, 18 października 2006
W ubiegły czwartek bylismy (Jola, nasza profesorka, ks. Grzegorz i ja) w raju. Nad oceanem. Prześliczne miejsce. Woda jeszcze nie jest zbyt ciepla (ale na pewno cieplejsza niż w naszym Baltyku latem) bo tu dopiero poczatek wiosny ale zaliczyłysmy wejście do oceanu. Zrobiłysmy sobie długi spacer plażą. I sie zaczeło… Byłyśmy jedynymi plażowiczami bialymi jak córki młynarza. Co niektórzy tylko patrzyli się na nas dziwnie. Zebrałysmy trochę egzotycznych muszelek. Słońce, wiatr i woda oczywiście zrobiły z nami co chciały. I choć siedzielismy pod parasolem to z 4 godzinnego pobytu na plaży wyszłysmy czerwone jak buraczki, raczki i muchomorki w kropeczki, bo nie wszędzie dotarlo słońce. Boże jak nas ciało piekło i bolalo przez kilka dni. To skutek zbyt szybkiego pragnienia przeobrażenia sie w Brazylijki:)
Wieczorem tego samego dnia byla festa, z okazji Naszej Pani z Aparecida, patronki Brazylii. O 18 miała się rozpocząć procesja. Przed kaplicą – która, znajduje się między budynkami favelii, byliśmy tylko we czwórke, z kobietą która nas tu przyprowadzila. W ciągu kilku minut kapliczka zapełnila się czcicielami Nossa Senhora de Aparecida. Cisze, w której przygotowywalismy się do procesji, przerwaly petardy. Jest tu taki jeden pan, który uwielbia podczas procesji i także mszy swietych bardziej uroczystych, oznajmiać całemu Salvadorowi, że kocha Maryje i Jezusa – odpalając petardy z częstotliwością 10 minut. Są one tak głośne że Jolka mało co z krzesłem nie wyleciała przez dach z kaplicy. Mielibyśmy misje w kosmosie, bo jeszcze tam nas nie bylo. Z naszych reakcji na ten huk najbardziej śmial się maly brazylijczyk. Procesja trwala ponad godzine. Chodząc ulicami dzielnicy z zapalonymi świecami modlilismy się różańcem i śpiewalismy pieśni ku czci Matki Bożej. Byli tacy z gapiow którzy do nas dołączyli, byli tacy którzy siedząc przy piwku razem z nami odmawali „zdrowaśke” kiedy przechodzilismy obok. Nie ma znaczenia czy to wierzący, czy nie wierzący, czy z sekty – nagle wszyscy się z nami modlili. Przechodziliśmy też ulica gdzie odbywał się koncert. Muzycy przerwali śpiew i ze wszystkimi zebranymi odmowili „zdrowaśke”. No i oczywiście były oklaski „para Nossa Senhora” (czytaj dla Naszej Pani). Po godzinie krążenia uliczkami dotarlismy do szkoly, gdzie przygotowano miejsce na msze swietą. Było nas dużo. Z czwoóki osob zrobiło się nas blisko setka. Dla uczczenia Matki nasz ukochany pan od petard co jakis czas o sobie przypominał.
W niedziele poznałyśmy kolejnego biskupa pomocniczego i nowy kościół, choć to jeden ze starszych kościołów w Salvadorze, pod wezwaniem Matki Bozej Zwycięskiej. Widać tu wpływ kolonizacji. Liturgia przygotowana na wysokim poziomie. Z pięknym śpiewem. Tu dało się zauważyc różnice w przeżywaniu liturgii. Nie była tak ekspresywna jak na favelii. Żadnych oklasków, podnoszenia rąk itp. Jola zauważyła akcent polski. Na komunie była śpiewana pieśń „Jam jest chleb życia” ale po portugalsku. Chór zaśpiewał ją przepięknie. Po mszy poszlismy na posiłek, już nie przy stoliku z biskupem ale w jego okolicy.
Teraz kolejny odcinek z serii flora i fauna. Okazało się że mamy jednak przyjaciół pośród tych wszystkich paskudnych i mało przyjemnych stworzeń. Jaszczurki – duże i małe. Te już Jola sfotografowała. Nocami kiedy nie możemy spać, a już na pewno kiedy chcemy wziąć wieczorny prysznic, odbywamy mecze hokejowe z udziałem karaluchów, jako krążków. Zaopatrzone w szczotki ganiamy po łazience do poki wynik nie jest na naszą korzyść.
W poniedziałek wieczorem zostałyśmy same na parafii. Miało być tak pieknie. Chata wolna a tu zamiast imrezy musialysmy siedzieć w książkach bo profesorka zadała wielką prace domową. Od wtorku jest z nami ksiądz, ostatni z czwórki mieszkających w Ourolandii. Jego dopiero poznałyśmy.
W wolnym czasie oglądamy filmy – oczywiście w wersji brazylijskiej i to czego nie rozumiemy nadrabiamy obrazem.
Różnica 5 godzin okazuje się być korzystna dla nas wszystkich bo kiedy wy śpicie my się modlimy, a kiedy my śpimy wy już dawno o nas pamiętacie i jesteście przy talerzu z drugim daniem. Czyż to nie piękne?! To jest nowe odkrycie jakiego tu dokonałyśmy. Wspieranie siebie i pamietanie o sobie przed Panem w każdym czasie.
Poczte odbieramy i wysyłamy tylko raz w tygodniu, we środy lub czwartki.
