Agnieszka Rakowska - Brazylia “Salvador 01. 11. 2006″
posted in * LISTY MISJONARZY |Salvador, 01-11-06
Plaża najpiekniej wygląda o 3 nad ranem czasu polskiego. Pusto i spokojnie. Tylko szum wody i bryza morska. Cudownie. Ponieważ pogoda w tym minionym tygodniu nam nie sprzyjała wykorzystaliśmy chwile wolną od deszczu właśnie wieczorem i poszlismy nad ocen. Przy okazji zjedliśmy kolacje. Żeby pomóc naszym żołądkom w nocnej pracy poszliśmy na długi spacer plażą. Z każdą wyprawą w to przedziwne miasto poznajemy jego oblicze. Ktoś nam napisał, że Salvador bardzo mu się podobał. Nam także, bo są tu piękne i czyste miejsca, ale zapraszamy następnym razem w dzielnice i na ulice favelii. Miejsca nastawione na turystow są bardzo zadbane. Nie chciało nam się wierzyć, że to ten sam Salvador, zaledwie 2 kilometry od miejsca w którym mieszkamy.
W piątek byłyśmy na lekcji na targu miejskim:) Interesujące miejsce. Owoce i warzywa nie tylko na straganie, ale i pod straganem i na przejściu i pod plotem. Dużo jedzenia się marnuje. Przy okazji poznałyśmy wszelkie tajniki handlu na brazylijskim rynku. Jedno jest pewne owoce i warzywa są świeże i smaczniejsze niż ze sklepu – oznajmiła nasza profesora. Co się jednak okazało, sama rzadko bywa na tym targu bo jest brudno. Ponieważ to była lekcja to zobaczyłyśmy nowości jakich nasze oczy jeszcze nie widziały.
W sobote od 17-tej rozpoczęły się kulinarne zmagania z polską kuchnią, przede wszystkim z myąlą o gościach którzy zawitali do nas w poniedziałek, czyli polscy księża z naszej przyszłej parafii. W garnkach powstawał bigos a na niedziele także czerowny barszczyk. Kto z was ugotowal kiedys barszczyk na buraczkach, dwoch marchewkach i lichym mięsie. Ale wyszedł prawie jak ten polski, zabrakło jednak podstawowych przypraw. Gotowania niemal cały dzień a rozkoszy jedzenia zaledwie kilka minut.
Na niedziele zaplanowaliśmy wyjście w dzień na plaże bo sobota była dosyć ładna. Żeby mieć więcej czasu na leniuchowanie poszłyśmy rano na msze świętą. I po śniadaniu plaże… mieliśmy przed telewizorem. Coś tam w górze nie chcą byśmy spotkały słońce. Może to po ostatnich przykrych doświadczeniach związanych z zabarwieniem naszej skóry na kolor czerwony.
Żeby nie było tak cudownie, Jola złapała jakieś paskudne przewianie. Wczoraj po obiedzie niemal caly czas spędziała w łóżkowicach. Nie wypuszcza rolki papieru toaletowego z ręki, który słyży jej za chusteczki higieniczne.
Do odcinka ze zwierząkami, dodam tym razem tylko to, że wzrosla populacja komarów:) Gdzieś tam w ciemnych zakątkach dojrzałyśmy teś szczury. Ale temu nie ma się co dziwić. Wy też je pewnie spotykacie na swej drodze:)
I coż ważnego. Dziękujemy wam za to ze zanosiliscie usilne prośby w strone nieba. Stala się rzecz nie spotykana o tej porze na terenie do którego z czasem dotrzemy. Spadł deszcz. Bogu niech będą za to dzieki. Prosimy, nie ustawajcie w modlitwie za nas i za to miejsce.
Pozdrawiamy was wszystkich bardzo ciepło a dziś nawet goraco. Zapewniamy o naszej pamięci w modlitwie. Tym, którzy w tym miesiącu będą świętować urodziny i imieniny nachylamy nieba. Niech Pan wam błogosławi, udziala łask potrzebnych do życia w świętości i miłości. Niech posyła wam swoich aniołów, by was strzegli i prowadzili na drodze do Pana.
A na koniec tylko słów kilka o tym dniu w Brazylii, o 1 listopada. W stanie Bahia nie ma żadnych uroczystości, jest to zwykły dzień pracy. Dlatego też normalnie mamy dziś zajęcia językowe. Dzień 2 listopada jest jak i w Polsce wspomnieniem wszystkich zmarłych. Dziwne to, ale Brazylijczycy boją się chodzić na cmentarz, boją się zmarłych.
Do następnego tygodnia. Aga
