Agnieszka Rakowska - Brazylia “Salvador 09. 11. 2006″
posted in * LISTY MISJONARZY |
Salvador, 09-11-06
W tym tygodoniu dwa razy obchodziliśmy swoje imieniny. Wspominając wszystkich Świętych 1 listopada, tak jak jest to w Polsce, oraz w minioną niedziele, według zwyczaju brazylijskiego. Według tradycji naszego Intytutu dnia 1 listopada losowalismy błogosławieństwa. Wyjaśniłyśmy ten zwyczaj naszym kapłanom, na co ks. Roman – proboszcz z Umburanas, zareagował bardzo pozytywnie. Choć się zdziwił kiedy wylosował „błogosławieni którzy wprowadzają pokój” bo odczytał to jako konieczność zamilknięcia na ambonie. Jest bowiem głosem sprzeciwu dla parafian:) Nam przypadło, Joli – błogosławieni którzy łakną i pragną sprawiedliwości, a mi czystego serca.
Wyjatkowym dniem dla Brazylijczykow jest 2 listopada, maja wtedy wolne i jak my odwiedzają groby swoich bliskich, ale boją się chodzić na cmentarze. Jola miała okazje odwiedzić z księdzem Janem największy cmentarz w Salvadorze, trzypoziomowy. Na samej górze olbrzymie pomniki z pięknego marmuru, dla klasy najbogatszej, często wielkości polskich kaplic cmentarnych. W nie wkomponowane są figury świetych wielkości człowieka. Drugi poziom to pomieszczenia z prochami, coś na wzor katakumb. Duży budynek z sześcioma poziomami na prochy, korytarzami i działami. Na metrze kwadratowym jest osiem mogił. Dla najuboższych są tylko małe krzyżyki z betonu – cementu, z numerem zmarłego, tylko po tym mozna poznac gdzie leży bliski (Joli się to skojarzyło z obozem koncentracyjnym, osoby bez imion i nazwisk, tylko z numerem).
Na grobach nie stawia się świec, a kwiaty bez przepychu, jedna skromna doniczka chryzantem lub ciętych kwiatów. Na świece wydzielone jest miejsce za kaplicą, i to nie są znicza jak u nas, tylko małe cienkie świece (takie jakich używamy np.: przy nabożeństwie Światła i Wody).
W tym tygodniu zmieniłyśmy parafie i chodziłyśmy na msze do siostr. Przychodzą tam same starsze osoby i jest ciekawie. Oczywiście czas to pojecie wzgledne i wszystko dzieje się w spokoju i bez pośpiechu. No i można zaobserwować drobne zabiegi kosmetyczne, jak czesanie włosów, obciananie paznokci aż po odbieranie telefonów komórkowych i prowadzenie rozmów. Dużo z nimi śpiewałyśmy, trochę innych pieśni niż w naszej parafii. Organistka gra na wzór grajków z saloonów w westernach.
Karaluchy tępimy Raidem. Jest skuteczny. Czujemy się trochę bezpieczniej:)
We wtorek odwiedziliśmy restauracje, w której można jeść do woli. Od kelnerów niemal trzeba bylo się odpędzać, bo co i rusz przychodzili z jakimś daniem. My nastawiliśmy się na pizze. Rodzajów od wyboru do koloru. Smakowaliśmy wiele ale nie dalo sie wszystkiego bo musielibyśmy siedzieć do rana, żeby móc je sprobówac i jednocześnie przetrawić. A pizze od pikantych do takich na słodko, jak choćby czekoladowej.
Pozdrawiamy bardzo ciepło z brazylijskiej ziemi. Prosimy o modlitwe, zwłaszcza kładziemy na serce sprawe języka, bo się wszystko zajączkuje. Z modlitwa – Aga.
