Hakuna Matata

Jacek Rakowski MA - Afryka “Styczeń/Luty 2008″

15th luty 2008

Jacek Rakowski MA - Afryka “Styczeń/Luty 2008″

posted in * LISTY MISJONARZY |


Home of Hope

styczeń/luty 2008

Christmas lunch-01.jpgTym razem z niejakim opóźnieniem pozdrawiam Was wszystkich. I jak większość z Was pewnie się domyśla, opóźnienie spowodowane jest nadmiarem deszczu i wody, który nas w tym roku w Lusace prześladuje, oraz bardzo częstymi przerwami w dostawach prądu. Już od prawie trzech tygodni jesteśmy „odcięci” od reszty miasta; nasze Centrum otoczone jest wodą, żaden samochód nie może się przedostać; potrzebne zakupy dźwigamy na plecach, brodząc po kolana w wodzie.

Styczeń był dla nas miesiącem całkiem intensywnej pracy w ośrodku. Oto niektóre z ważniejszych wydarzeń, które miały miejsce od czasu ostatniego listu:

1. ”Starzy znajomi”:

W końcówce grudnia minionego roku zabrałem Stevena do Kitwe. Pisałem o nim w poprzednim liście. Chłopiec mieszka teraz w Cibusa Home, w ośrodku w którym przez dwa lata pracowałem. Znalazła się już rodzina, która chce chłopca zaadoptować. Dla mnie była to okazja do odwiedzenia przyjaciół.

Albert, który aż pięć razy uciekał i wracał do ośrodka, stał się „niebezpiecznym” przykładem dla pozostałych chłopców z ośrodka (szczególnie tych nowych) i dlatego po jego ostatniej ucieczce nie zgodziliśmy się na jego powrót. Steven.jpgChłopiec został odesłany do swojej mamy. Gdy odwiedziliśmy ich po dwóch tygodniach, sąsiedzi poinformowali nas, że rodzina przeprowadziła się w nieznane im miejsce.

Alex, o którym pisałem w październikowym liście, wrócił sam do ośrodka. Tym razem udało nam się odwiedzić jego rodzinę w Mtendere T/Ship, gdzie okazało się, że Alex to Anold Sakala. Niestety po niespełna dwóch tygodniach pobytu w ośrodku Anold zdecydował się wrócić „na ulicę”.

2. Dziesięciu z naszych chłopców spędziło Boże Narodzenie razem ze swoimi rodzinami lub krewnymi. Pozostali świętowali razem z nami w ośrodku. W Boże Narodzenie kobiety z Katolickiej Ligii Kobiet „zarzuciły” nas kurczakami i innymi rarytasami. Fabian.jpgW Sylwestra urządziliśmy sobie sami „party” w moim mieszkaniu (razem z fajerwerkami o północy), a w Nowy Rok wybraliśmy się do kina i na lody!

5 stycznia wszyscy byliśmy już na powrót razem.

3. Miesiąc w liczbach:

W ośrodku przebwa obecnie 21 chłopców, najmłodszy z nich to sześciolatek Mulenga, a najstarszy to osiemnastoletni Ruben. W minionym miesiącu 10 razy odwiedziliśmy chłopców „na ulicy” w różnych częściach miasta, a do ośrodka przyjęliśmy 7 nowych chłopców. Dwójka z tych opuściła ośrodek po około dwóch tygodnia, pozostała piątka jest wciąż z nami. Yellowman.jpgTrójka z naszych wychowanków została zreintegrowana ze swoimi rodzinami. Owiedziliśmy rodziny 18 z naszych chłopców. Jeden chłopiec został przeniesiony do innego ośrodka (Steven), a dwóch innych musieliśmy wydalić ze względu na ich negatywny wpływ na pozostałych chłopców mieszkających w ośrodku.

4. Dom Nadziei wzbogacił się o kilku nowych mieszkańców. Pięciu nowych chłopców trafiło do ośrodka w wyniku naszej pracy „na ulicy”, są to: Steven (13 lat), Fabian (10 lat), Yellowman (10 lat), Benjamin (12 lat) i Nicolas (13 lat). Dwóch kolejnych to: Chama (14 lat), który jest ofiarą powodzi w naszej części miasta, i mały Mulenga (6 lat) – najmłodszy mieszkaniec ośrodka, którego po śmierci mamy przyprowadzili do Domu Nadziei sąsiedzi.

Benjamin.jpgYellowman i Nicolas uciekli z ośrodka po niespełna dwóch tygodniach. Pierwszego z nich nie udało nam się jak do tej pory spotkać, a z drugim jesteśmy w kontakcie „na ulicy”.

5. Ze względu na nowych chłopców, których przyjmujemy do ośrodka, a którzy nie są jeszcze gotowi rozpocząć nauki w szkole, zatrudniliśmy jednego nauczyciela. Jego zadaniem jest przede wszystkim przygotowanie chłopców do nauki w „normalnej” szkole.

Nicolas.jpg

6. Wciąż największym wyzwaniem dla nas pozostaje zaprojektowanie i wprowadzenie w życie odpowiedniego programu rehabilitacji chłopców, szczególnie tych, którzy trafiają do nas „z ulicy”. Często nawet względnie krótki pobyt chłopca na ulicy, jest wystarczającym czasem do przeżycia wielu negatywnych doświadczeń. Wśród tych dominują doświadczenie przedwczesnej inicjacji seksualnej oraz wykorzystania seksualnego (najczęściej przez starszych chłopców na ulicy); wąchanie kleju i benzyny powoduje nieodwracalne zmiany w muzgu, w rezultacie czego chłopcy borykają się z większymi niż przeciętne problemami z koncentracją, nauką, spowolnionym przetwarzaniem informacji (potrzebują więcej czasu na zrozumienie), apatią i osłabioną pamięcią.

Chama.jpgPoza tym wszyscy dzwigają ze sobą problemy „wyniesione” z domu rodzinnego: osierocenie, choroba i śmierć bliskich, odrzucenie, zaniedbanie i wykorzystanie.

W krajach rozwijących się gdzie, tak jak na przykład w Zambii, 12 lekarzy musi wystarczyć dla 100 tys. ludzi (w Polsce dla tej samej liczby ludzi mamy aż 247 lekarzy), znalezienie psychologa dziecięcego, który mógłby i zechciałby poświęcić swój czas dla „dzieci ulicy”, niemalże graniczy z cudem.

Póki co sami dokształcamy się jak tylko możemy.

I to by chyba było „na tyle” tym razem. Jesteśmy Wam niezmiernie wdzięczni za wszelkie formy sympatii i wsparcia jakie nam nieustannie okazujecie. Dziękujemy Wam za modlitwę, którą nas otaczacie, a także za ofiary, które przesyłacie na nasze konto. Mulenga.jpgTo w dużej mierze dzięki Wam nie możemy narzekać na nadmiar wolnego czasu. I za to Bogu niech będą dzięki!

Pamietamy o Was w naszych modlitwach. Zikomo kwabiri – Dziękujemy bardzo!

Z Bogiem,
Br. Jacek (Isaac) Rakowski M.Afr.

Leave a Reply