Hakuna Matata

s. Grażyna Grabowska fmm - Salemata, czyli kilka słów refleksji o pracy w Senegalu

18th styczeń 2008

s. Grażyna Grabowska fmm - Salemata, czyli kilka słów refleksji o pracy w Senegalu

posted in * LISTY MISJONARZY |


Ostatnie moje 7 lat w Senegalu spędziłam w pd.- wsch. części tego kraju, wioska naz. się Salemata. Rejon ten jest całkiem inny niż pozostała cześć kraju. Jest on o wiele uboższy niż pozostała cześć Senegalu, nie ma przemysłu, a wiec dużo młodych ludzi opuszcza swoje rodzinne wioski jedzie w daleki świat. Czasami sprzyja im szczęście, a wtedy mogą pomóc swoim najbliższym, których pozostawili albo wracają do domów schorowani. Są oczywiście i plusy. Okolice są pagórkowate, pokryte lasami lub sawanną. Tereny są powulkaniczne, a więc ziemia jest urodzajna. Występują tu dwie pory roku sucha i deszczowa. Wraz ze zmianami klimatycznymi, ilość opadów zmniejszyła się i są one nierównomiernie rozłożone, przez co, ludzie trącą zbiory, które i tak nie są najlepsze .
Od kilku lat jest coraz więcej turystów, którzy odwiedzają ten zakątek, ale najbiedniejsi i tak nic nie maja. Jest kilka plemion, które zamieszkują tamte tereny. Ja najwięcej pracowałam z Peul i Bassari . Peul , to ludzie zajmujacy się hodowlą bydła, Bassarii byli łowcami, a teraz uprawiają ziemie . Ich wspólna historia jest naznaczona walka . Peul napadali na Basarii, czasami zabijali lub kaleczyli i brali ich dobro . Obecnie jest lepiej , dochodzi do konfliktów, ale nie są one już tak drastyczne.
Misja w Salemata istnieje od 28 lat. Myślę, że nie jest to dużo. We wspólnocie byłyśmy cztery. Moje siostry zajmują się formacją kobiet , dziewczyn, katechezą. Ja natomiast jestem pielęgniarką .Pracuje w naszej przychodni z dwoma osobami z wioski, które przeszły szkolenie. Są oni bardzo oddani i można zawsze na nich polegać .Większa część naszej pracy, to wyjazdy do wiosek . Do jednych dojeżdżamy w 30 min. do innych w 90min. Tutaj nie patrzy się na ilość kilometrów, ale na czas jaki trzeba poświęcić na przejazd. W wioskach szczepimy dzieci, dzięki temu ilość zgonów dzieci z powodu chorób zakaźnych dziecięcych bardzo zmalała, wszystko odbywa się ze współpracą z tamtejszymi strukturami zdrowia. W tym czasie ważymy także dzieci, sprawdzamy czy nie mają anemii. Gdy jest jakaś nieprawidłowość tłumaczymy mamie jak należy opiekować się dzieckiem. Przez pewien okres otrzymuje mleko, witaminy, żelazo. Ciągle jest pod kontrolą. Również kobiety w ciąży podlegają naszej opiece. Zachęcamy je również, aby rodziły w przychodniach. Mimo wielu rozmów, jest jeszcze wiele kobiet, które tracą życie po porodzie. Nie zapominamy o chorych. Leczymy ich na miejscu, a ci którzy wymagają specjalnej opieki przewozimy do Salemata lub ewakuujemy do szpitala, który oddalony jest od nas o 80km. W Salemata mamy Male domki dla chorych. Mieszkańcy wiosek pobudowali je i tam, gdy jest potrzeba, opiekują się chorymi ze swoich rodzin . My zajmujemy się stroną medyczną.
Najtrudniejszy dla nas czas to pora deszczowa. Nie wyjeżdżamy wtedy do wiosek, ale mamy dużo chorych. Czasami ledwie podłączy się jedną kroplówkę i już przynoszą drugą osobie, którą trzeba się zając. Potem jest bieganie od jednego chorego do drugiego i nie ma nawet czasu na posiłek. Największą radość dla wszystkich, gdy chory zdrowieje. Chorobami, które występują najczęściej to malaria, w porze deszczowej jest dużo biegunek, bo woda do picia jest brudna, są ukąszenia węży, bo ich nory są pozalewane, a ludzie pracują w polu albo węże wchodzą do domów. Czasami ukąszenie nie jest niebezpieczne, a czasami leczenie trwa 2tyg. I trzeba być bardzo czujnym bo czasami chwilowa poprawa jest złudna. Mimo wszystko malaria oraz komplikacje po niej, dają najwięcej zgonów. Ludzie w tym czasie pracują dużo, źle jedzą bo już nie maja co i pierwsze objawy choroby, które można wyleczyć szybko, lekceważą. Potem leczenie jest długie i oczywiście o wiele droższe. Najwięcej problemu mamy z najmłodszymi. Źle odżywiane mają anemie, zanim zachorują na malarie. Czasami trzeba je ewakuować do szpitala oddalonego o 320kmod nas, aby dokonać transfuzji krwi o ile będzie. Rodzina czasami nie chce albo jest nieprzygotowana. Ci, którzy maja silny organizm –zdrowieją , a niestety są tacy co umierają .
Kiedyś miałam 3 zgony dzieci w przeciągu jednego tygodnia. Był to bardzo ciężki czas dla mnie.
Raz było tak, że przyniesiono mi chłopczyka z wioski oddalonej od nas o 10 km. Był w coma, miał malarie i anemie. Matka płakała od początku, kilka razy w nocy krzyczała, że dziecko nie żyje. Sama nie chciała się nim opiekować, a wiec inni członkowie rodziny opiekowali się chłopcem. Po 3 dniach otworzył oczy i już nam szybko powracał do zdrowia.
Ludzie tam są bardzo wdzięczni. Wiele razy rozmawialiśmy o zwykłych rzeczach, o wydarzeniach w wiosce, o ich świętach, tańcach, że znowu przygotowali piwo na uroczystość, a potem nie będą mieli co jeść, czy zbiory były czy będą dobre, kto wziął druga żonę albo kto się pokłócił. Jednym słowem samo Zycie. Z młodzieżą jest łatwiej rozmawiać na temat wiary. Wracając ze szkoły, zatrzymywali się i było wiele pytań z obu stron. Bassarii są u nas chrześcijanami, w ten sposób też manifestują swoja przynależność, identyczność. Oni są naprawdę przyszłością dla kościoła, tylko trzeba im pomoc w poznaniu i zakorzenieniu się w wierze. Senegal to kraj muzułmański, my chrześcijanie stanowimy zaledwie 5%. Senegalczycy są tolerancyjni, i mam nadzieje, że tak będzie.
Jednego jestem pewna po tych kilku latach bycia na misjach, że trzeba być prostym i tolerować innych . Może nie jest to nawracanie słowem, ale życie to najlepsze świadectwo.

Z Bogiem s. Grazyna fmm

Leave a Reply