S. Tadeusza Frąckiewicz OP - Ngaundere - katolicy i muzułmanie (Ramadan)
posted in * LISTY MISJONARZY |
Ngaoundéré, 18 listopad 2004
Moi Drodzy!
W moim pierwszym krótkim liście z Ngaoundéré, opisałam Wam trochę to miasto. Wspomniałam, że jest ono dla mnie ważne z powodu problemu islamizacji całego Kamerunu. Właśnie w ostatni piątek 15 października, rozpoczął się miesięczny post muzułmański - Ramadan. W meczetach, a są tu one na każdym zakręcie, odbywały się modlitwy dłuższe niż zwykle i miasto było praktycznie nieprzejezdne, bo wokół meczetów były postawione barykady samochodów. Muzułmanie modlili się wszędzie. I w środku meczetów i na zewnątrz. Zbierają się bardzo regularnie pięć razy dziennie. Czy wszyscy? Nie! Miasto żyje normalnie, sklepy są otwarte, instytucje także. Ale w mieście mimo wszystko czuje się porę modlitwy. I słychać jak muezini nawołują do modlitwy przez megafony. Technika wkracza nawet do tej dziedziny.
Od tygodnia dojeżdżam z S. Piotrą do szpitala. Tam moja współsiostra robi swój medyczny staż, który zaczyna się rano o godz. 8. Jadąc kiedyś, zauważyłyśmy tłum kobiet na jednej z bocznych uliczek. Siedziały wszędzie. Co się dzieje? Ktoś umarł? Nie miałyśmy jednak czasu, żeby się zatrzymać i zapytać. W drodze powrotnej z konieczności wjechałam w ten tłum, one akurat się rozchodziły. Zatrzymałam się i zapytałam o powód takiego zgromadzenia. Okazało się, że podczas Ramadanu ten właśnie meczet jest wyznaczony na dawanie nauk kobietom. Reszta meczetów jest tylko dla mężczyzn. Nie widziałam takiego zjawiska w Garoua Boulai, być może dlatego, że to trochę mniejsze miasto. W ogóle tam myślałam, że kobiety nigdy nie modlą się
w meczetach.
Ramadan dla mnie kojarzy się także z większą ilością warzyw na rynkach. Najbardziej ożywiony jest handel wieczorami. Oni rozpoczynają jedzenie od 18 godziny
i mogą jeść do 6 rano. Dlaczego takie godziny? Bo to zależy od słońca. Mogą jeść po zachodzie słońca i przed jego wschodem. Kamerun leży blisko równika i słońce tu zachodzi zawsze o 18 i wstaje o 6 godzinie.
Jest propozycja ze strony muzułmanów, aby zmienić nazwę Ngaoundéré na Damoungal Mo’ere, to znaczy “brama łaski” ponieważ to była centralna brama wejścia Islamu do tego kraju. Mam nadzieje, że się to nie dokona, ale propozycja jest bardzo charakterystyczna i wyraża dobrze rzeczywistość.
Na pociechę powiem, że chociaż muzułmanie przeważają, to jednak Kościół katolicki jest bardzo żywy. Mieszkamy na terenie parafii katedralnej. I na przykład w niedziele jak jest trzy Msze św. a trzeba wliczyć jeszcze jedną sobotnią. I katedra jest zawsze szczelnie wypełniona! Olbrzymia katedra!
Liturgia jest także na poziomie. Zresztą wyższym niz. w Garoua Boulai. Czytania, psalm dobrze śpiewany, Credo dłuższe, modlitwa wiernych, chóry, porządkowi, itd. zarazie jest dużo rzeczy, które mi się podobają. Uczestniczymy codziennie rano o 6.15 we Mszy św. Przychodzi bardzo dużo ludzi. Jest dużo organizacji katolickich na terenie parafii. Jak zaczynają czytać ogłoszenia parafialne, to ja się zastanawiam, jak to wszystko można spamiętać?! Oczywiście, że każdy słucha tylko tego, co jego dotyczy, ja też, ale mimo wszystko tak wiele dobra się dzieje!
Proboszcz {Burundyjczyk) w poprzednią niedzielę, zorganizował spotkanie na szczycie, wszystkich zgromadzeń zakonnych z terenu parafii. Okazało się, że jest tu pięć zgromadzeń żeńskich : my - dominikanki, Bena Theresia ( Burundyjki), Urszulanki Unii Rzymskiej , Siostry od Serca Matki Bożej i Notre Dame oraz dwa męskie: Oblaci
i Bracia od Niepokalanego Poczęcia NMP, którzy prowadza olbrzymie kolegium. Zaprosił nas, aby wspólnie zastanowić się nad pracą duszpasterską. Spotkanie bardzo mi się podobało. Wszyscy mają pełne ręce pracy. Gdyby nas było jeszcze dwa razy tyle, jeszcze nie zaspokoilibyśmy potrzeb duchowych tego ludu.
A co my robimy?
Ja jestem odpowiedzialna za Dom Pielgrzyma (Misjonarza). To jest taki mały hotelik dla misjonarzy (21 pokoi), którzy przyjeżdżają do Ngaoundéré w różnych sprawach. Ale ten dom jest także na organizowanie wielorakich sesji czy rekolekcji. Misjonarze, aby mogli tu pracować muszą stale napełniać się duchowo u źródeł Ewangelii i Eucharystii. Bez Chrystusa nic tu uczynić nie można. Właśnie kilka dni temu odjechali od nas Włosi, misjonarze z północy Kamerunu. Przyjechali tu
z paru parafii, aby wspólnie opracować program swojej pracy pastoralnej na ten rok. Bardzo mili ludzie. Ostatni dzień poświecili na modlitwę i skupienie. Zaprosili rekolekcjonistę i bardzo poważnie brali udział w ćwiczeniach tego dnia.
Dla mnie osobiście, te kilka dni to był prawdziwy chrzest, bo do tej pory, przyjmowałam przy naszej misji różnych ludzi, ale nigdy w formie zorganizowanej, zwyczajnie każdy misjonarz sam sobie radzi. Teraz musiałam być od razu na szczycie całej organizacji począwszy od ulokowania, wyżywienia, po różne pomoce doczesne! To nie takie proste przyjmować ludzi z innych narodowości i jeszcze ich zadowolić! Dobrze, że w Domu Misjonarza pracuje od 20 lat Mathieu, kucharz, który naprawdę dobrze gotuje. Włosi wyjechali bardzo zadowoleni a ja już nie mam takiego strachu przed następną grupą.
Za kilka dni przyjeżdżają Oblaci. 17 osób. Odpowiedzialni za wszystkie etapy formacji zakonnej, począwszy od aspiranatu aż do studiów wyższych. Będą radzić u nas nad swoimi problemami, a zaraz po nich zjawi się Zakon Lazarystów. Robi się coraz ciekawiej.
Gdyby istniał tylko problem z przyjęciem gości, to jeszcze pół biedy, ale dom jest już stary i bardzo zaniedbany. Przez wiele lat nie było w nim żadnych remontów, wiec teraz wszystko woła o ratunek. Jesteśmy właśnie w trakcie modernizacji refektarza i sali spotkań oraz odczyszczania z brudu pokoi do zamieszkania. Powoli praca postępuje. Myślę, że Oblatów już przyjmiemy w odnowionym refektarzu.
W mojej pracy bardzo mi pomaga moja współsiostra Piotra. Jest pielęgniarką, wiec żeby mogła lepiej pomóc chorym misjonarzom, robi staż w szpitalu protestanckim, jednym z lepszych tutaj w Ngaoundéré. Wzięła także pod swoją opiekę jedną
z parafialnych grup młodych : tzw. Rodzina Eucharystyczna ( Famille de Saint Sacrement). Młodzi spotykają się dwa razy w tygodniu. W poniedziałek, adorują Jezusa Eucharystycznego w kościele, w piątki, śpiewają i bliżej się poznają. Jest jeszcze propozycja, aby S. Piotra objęła swoją opieką parafialną księgarnię. Zobaczymy, na razie szpital pochłania jej dużo czasu.
Jest nas dwie, ale nie odczuwamy samotności. Ludzie są wokół bardzo życzliwi, ułatwiają nam życie jak mogą, a jeśli nie mogą, to przynajmniej się do nas uśmiechają, a to od razu pomaga żyć i zachęca do pracy. Niedawno zaprosił nas do swojej rezydencji tutejszy biskup. Jest Kameruńczykiem, dawnym prowincjałem naszych Oblatów. Człowiek mądry i bardzo komunikatywny. Chciał nas przedstawić swoim najbliższym współpracownikom. Miłe to. Jestem pełna ufności, że nasza posługa w tym mieście będzie owocna.
Na bliskie już Boże Narodzenie życzę, aby Jezus obdarzył każdego z Was swoim pokojem i błogosławieństwem. Proszę Go o wszelkie dobra dla Was, a Wam dziękuję za misyjną współpracę i całą hojność serc, bez której nie mogłabym tu być. Proszę nadal
o modlitwę. Ja także swoją zapewniam.
s. Tadeusza
