s. Tadeusza Frąckowiak OP - Kamerun - Polska “Podsumowanie urlopu i podziekowania”
posted in * LISTY MISJONARZY |Kraków, 28.VIII.2008
Moi Drodzy!
Kolejny pobyt w Polsce kończy się, kolejny odlot do Afryki czeka mnie za kilka dni. Czas na podsumowanie….
Przeżyłam bardzo dobre wakacje!!
Dni pełne ludzi, dni przenoszenia się z miejsca na miejsce, dni radości i spotkań, dni odkrywania ludzi …
To mój pierwszy pobyt w Polsce, od kiedy jestem na misjach, tak odmienny od innych. Zawsze goniłam za czymś, co było tak potrzebne i niezbędne w naszej pracy a czego nie mogłam dostać w Kamerunie (albo nie było to dobre), bo był organizowany kontener, bo można było coś dołożyć do kontenera organizowanego przez innych i zawsze było coś i zawsze było coś…
A te wakacje postanowiłam oddać nareszcie ludziom. Ludziom, którzy czekali cierpliwie czasami wiele lat, aż ja znajdę dla nich czas. To było niesamowite przeżycie dla mnie, jak zobaczyłam iluś tam ludzi pierwszy raz, a oni, nie znając mnie osobiście, wspomagali mnie tyle lat!
I nasza wspólna radość!
Ale najpierw, na początku wakacji, miałam poważny dylemat jak to zrobić, jak to zorganizować, żeby dotrzeć do największej liczby wspomagających mnie osób.
Niestety, bardzo często moje podróże były planowane czy modyfikowane ze względu na tzw. niedziele misyjne. To były niedziele w różnych częściach Polski, gdzie proboszczowie zgodzili się na moją obecność w ich parafiach i gdzie mogłam coś powiedzieć na temat misji a potem pokwestować przed kościołem.
I te niedziele misyjne były w tym roku w Poznaniu, Bydgoszczy, Warszawie, Szczecinie, Mielcu i w Tyńcu Małym. Wielu z was, którzy dostaniecie ten list, poznało mnie w tych właśnie miejscach w tym roku, wielu w innych latach (jestem w Polsce, co dwa lata i zawsze organizujemy te wyjazdy w różne części Polski).
Muszę się wam przyznać, że każda taka niedziela jest dla mnie szczególna i każdą przeżywam na swój sposób. W sobotę już nie umiem wiele się skupić na innych sprawach, zastanawiam się jak to będzie jutro, jak będę prosić i jak będę stać pod kościołem… a to jest zwyczajny brak pokory z mojej strony! Myślę za bardzo o mojej osobie a nie o dziele Bożym i tym, którym mogę pomóc. I dopiero świadomość, że jeśli ja się nie przełamię wewnętrznie, to nasze kolorowe dzieci nie pójdą do szkoły i to mnie mobilizuje. Takie różne myśli mam zawsze w soboty, a w niedziele przeżywam euforię i radość.
To fantastyczne widzieć jak ludzie wyciągają ostatni grosz z kieszeni albo z portmonetki, jak jeszcze raz dokładnie sprawdzają czy może w innej kieszeni jest jakiś grosik, jak mają zakłopotane miny, że tak mało, że nie wiedzieli, że gdyby innym razem… Och, to trzeba przeżyć samemu, jak ludzie myślą o innych bardziej niż o sobie!
I chciałam wam tu wszystkim obecnym z całego serca podziękować! Ludzie zawsze w niedzielę wynagradzają Bogu mój sobotni brak pokory. I wlewają w moje serce poczucie, że to, co robię dla innych jest dobre i tak trzeba… I dzięki wam za to poczucie i dawanie mi ciągle odwagi do determinacji dawania swojego życia dalej i dalej. To każdy wasz grosz tak działa!
Ale wróćmy do spotkań z ludźmi, między niedzielami. Kiedy więc znałam już daty tych niedziel, organizowałam dopiero w okolicach tego miasta spotkania z Wami. Zawsze zaglądałam do naszego rejestru wszystkich moich dobroczyńców i szukałam wszystkich z danej miejscowości. Najłatwiej mi było z tymi spośród was, których miałam adres emaliowy, telefon czy kontakt na Naszej Klasie. Takie nici porozumienia były kapitalne, bardzo szybkie i bardzo niezawodne! I jeśli nie mogliśmy się zobaczyć, to przynajmniej pogadaliśmy przez telefon.
Ale niestety, dużą grupę osób znałam tylko z adresu pocztowego. To fakt, że nie miałam zbyt dużo czasu, by napisać list i wysłać pocztą prosząc o spotkanie. Najpierw zaglądałam do książki telefonicznej i szukałam numerów. Okazało się, że dużo z Was przeszło na telefony związane z telewizją kablową, albo Wasze numery są niepodane czy już wycofane z książki telefonicznej albo zwyczajnie posługujecie się komórkami, których numerów ja nie znam. A jeśli dodatkowo nie byliście znani przez osoby do których dotarłam, więc koniec kropka….
I sami wiecie (a było tego dużo) jak pewnego dnia zadzwonił telefon czy domofon: tu siostra Tadeusza… i zdziwienie, czasami zażenowanie, bo do pierwszego daleko a wypadałoby coś siostrze dać… a mi chodziło zwyczajnie o zobaczenie Waszych twarzy i podziękowanie za troskę o mnie i wierność mimo tylu Waszych własnych problemów!
Słuchajcie, to niesamowite jest zawsze, że ci właśnie, co mają najmniej, umieją się dzielić! Byłam w te wakacje w tak wielu waszych domach i jestem poruszona do głębi jak wielkie Wy macie serca, że ujmując z tego, co macie, oddajecie to misjom! Jak wielkie macie serca! I wielu z Was proszę o roztropność, dbajcie o swoje zdrowie także, a nie tylko o moje potrzeby, proszę…
Tak jestem wdzięczna Bogu, że jesteście przy mnie. Czuję także Waszą modlitwę i dzięki niej tak wiele mogę.
Odrębny problem to rejestr wszystkich wpłacających w Referacie misyjnym w Krakowie.
Proszę, podawajcie wasze pełne imiona, nazwiska, adres i na kogo wpłacacie. Ja często znam Was osobiście i wiem, kto to jest, ale siostra Idalia, która od zeszłego roku zastąpiła s. Beniaminę jako referentka misyjna, często nie wie, gdzie Was zapisać. Jest nas 10 sióstr pracujących w Afryce, są siostry na Syberii, Ukrainie, Białorusi i dalekiej Rosji i wszystkie są objęte patronatem misyjnym i też mają swoich dobroczyńców . I sama znalazłam się w te wakacje w obliczu kilku nazwisk wprawdzie z pełnymi adresami ale nie było podane na kogo jest wpłata… Nie zdziwcie się więc, że na przykład Wyście mieli intencję pomocy dla s. Lidii, a odpisuje Wam s. Tadeusza na przykład. To nie nasza złośliwość czy przewrotność. To zwyczajnie brak imienia siostry na Waszym przekazie. To bardzo ważne!
Albo przekaz z samym Waszym imieniem. Ani od kogo ani dla kogo…być może ktoś chce zostać anonimowym dobroczyńcą misji, to w porządku.
Ciągle szukamy kodów pocztowych, a najgorzej jest z nowymi ulicami miast i miasteczek i stare książki kodowe nie wystarczają. I jest mi bardzo przykro, jak ktoś wpłaci na mnie i ja nie mogę temu komuś podziękować, bo albo adres niepełny, albo list wraca… Może to i nasza wina, że źle spisałyśmy adres z przekazu…
Ale proszę jeszcze szczególniej za tych spośród Was, którzy się podjęli opieki nad jakimś dzieckiem czy młodym. Proszę wpisujcie po moim imieniu imię tego dziecka!. Jeśli tego nie robicie, to wiedzcie, że te pieniądze pójdą na ogólne potrzeby domu misyjnego i nigdy do tego dziecka nie dotrą! To nie wystarczy, że ja wiem! Ja oczywiście wiem o tym z naszej korespondencji, ale s. Ekonomka z Krakowa i s. Idalia nie wiedzą! I to już s. Ekonomka w Krakowie pierwsza klasyfikuje Wasze pieniądze. Jeśli jest dodane imię dziecka, to je bierze osobno, jeśli jest moje imię tylko – bierze osobno, a jeśli ktoś z Was nie dodaje żadnego imienia, idzie to na ogólne potrzeby misji, więc nawet do tej danej siostry nie dotrze, tylko na przykład do innego domu misyjnego, nawet na Syberię… Siostry w Krakowie są bardzo skrupulatne i te pieniądze, jeśli przynajmniej jest słowo: na misje, na pewno będą przeznaczone na misje.
Zdarza się, że ktoś zapomniał dodać czy imię siostry czy dziecka, więc teraz proszę, przy następnej wpłacie dopiszcie i nawet jeśli dzisiaj dostaliście list ode mnie, to następnym razem odpisze Wam właściwa siostra a pieniądze zostaną rozdzielone według Waszych intencji.
I jeszcze jedna nasza wątpliwość. Wysyłamy Wam od czasu do czasu przekazy pocztowe na wpłaty (albo rozdaję je przed kościołem). Powiedzcie nam, na ile korzystacie z nich? A może korzystacie tylko z numeru konta bo wysyłacie pieniądze Internetem czy przez przekaz bankowy i zupełnie niepotrzebnie to robimy… Nawet teraz to wysyłam, bo dla niektórych (szczególnie osób starszych) to ułatwienie… Napiszcie, co o tym myślicie i jak sami to robicie.
Zwróćcie się z wszystkimi waszymi wątpliwościami i pytaniami do s. Idalii do Krakowa. Adres Referatu Misyjnego jest na kopercie. Na wszelki wypadek podaje:
misjedom@dominikanki.pl
telefon do Krakowa: 0 12/425 24 05 w. 247
Wracam do moich odwiedzin.
Zdaję sobie sprawę, że większość starszego pokolenia ma opory do uczenia się nowszych sposobów komunikowania się, ale to jest najlepsze! Ja sama się ich uczyłam będąc już w Afryce! Internet jest niezawodny, tym bardziej, że jesteśmy na różnych kontynentach, więc ani Poczta Polska ani telefon tego nie zastąpią. Albo są za drogie albo za długo idą. To przecież co roku jem opłatki w Wielkim Poście a życzenia wielkanocne otrzymuję we wakacje…
Słuchajcie, moi Drodzy, Wy którzy opieracie się technice, przecież macie wnuków i wnuczki, które zrobią to świetnie za Was. I ja wtedy tylko rejestruję w moim karnecie adresowym, że ta Magdzia, to wnuczka pana Barańskiego i tyle. A dla młodych to frajda pomagać w utrzymywaniu więzi swoich rodziców czy dziadków z misjonarką w Kamerunie. Przecież nie piszemy do siebie codziennie, więc od czasu do czasu poproście swoich młodych o wklepanie waszego listu czy wysłanie Waszego zdjęcia. A otrzymuję także skaner listu babci i to jest cudowne! Portal Nasza Klasa też może być . Też tam jestem zarejestrowana i dzięki niej też bardzo dużo z Was odnalazłam a potem było spotkanie.
Chciałam przeprosić wszystkich do których nie dotarłam ani osobiście ani telefonicznie. Zabrakło mi czasu… zabrakło mi kontaktu z Wami…. W niektóre rejony Polski nawet nie wdepnęłam….
Muszę wracać do Kamerunu, czas urlopu się skończył i chcę mieć nadzieję, że mi napiszecie mail, czy znajdziecie mnie na Naszej Klasie (s. Tadeusza). I za dwa lata może wreszcie się spotkamy….
W każdy pierwszy wtorek miesiąca jest odprawiana za wszystkich dobroczyńców misji Msza święta w naszym Domu generalnym w Krakowie. Jeśli macie jakieś specjalne prośby, napiszcie do Sióstr w Krakowie. One tak gorliwie modlą się za Was a Wasze prośby są wywieszane na tablicy ogłoszeń koło kaplicy.
A ja będę pamiętała o tych wszystkich z Was, którzy przy okazji naszych spotkań czy przed kościołem, czy w domach, przedkładali mi swoje intencje modlitewne.
Wszystkie Wasze prośby są bardzo ważne i proszę także innych, żeby mi pomogli się modlić. Nie jestem w stanie wyliczyć wszystkich Waszych imion, czy spraw, ale Bóg wie… Ten, który troszczy się o najmniejszego nawet wróbelka, schyli się także ku Waszej prośbie…
Podaję moje adresy mailowe:
helenafrackiewicz@yahoo.fr
helenafrackiewicz@gmail.com
I adres: (od września opuszczam Ngaoundere i znowu będę pracować na granicy z Centralną Afryką)
Mission Catholique
Soeurs de Saint Dominique
S.Tadeusza
B.P.43 Garoua Boulai
Cameroun - Afrique
Z modlitwą
